Wybierz lokalizację
Wersja beta serwisu – zgłoś uwagi do nas na adres redakcja@infotuba.pl.
Zrób zdjęcie i wyślij MMSemWyślij temat!
Newsletter

Newsletter

Zaprenumeruj nasz newsletter. Wpisz e-mail:

Dane teleadresowe

AWR WPROST
Al. Jerozolimskie 123a
02-017 Warszawa
tel. (22) 529 11 77
fax (22) 852 90 16
email redakcja@infotuba.pl

Subiektywna relacja z meczu Polska-Austria

13 czerwca 2008, 13:26 Komentarzy: 1 | Ocena: 3.50 (2 głosy)

Autor: Kebab

Po klęsce z Niemcami wystarczyło wzruszyć ramionami i powiedzieć: „przegraliśmy z dobrym zespołem i nadal mamy szanse”. Podobnie jak większość rodaków zacierałem więc ręce przed meczem z Austrią i nastawiłem się na istną kanonadę w wykonaniu biało-czerwonych.

Subiektywna relacja z meczu Polska-Austria
Jako szanujący się, w pełni „zeuropeizowany” Polak postanowiłem nie pozostawać w domowym zaciszu i obejrzeć egzekucję w pubie. Na miejscu powitała mnie atmosfera wspólnoty i wzajemnego zrozumienia. Przekrój społeczny był pełen: od robociarzy, którzy zaśmiewali się do łez po obejrzeniu reklamy proszku po najróżniejszych jajogłowych.

Przedsiębiorczy właściciel knajpy uraczył nas miejscami przy „zapasowym” telewizorze przytaszczonym specjalnie na czas mistrzostw. Sędziwe urządzenie było doskonalsze niż zawieszony w sąsiedniej izbie ekran LCD. Odbierało transmisję z trzysekundowym wyprzedzeniem, dzięki czemu wycie wyrywało się najpierw z naszych gardeł a dopiero potem z piersi zasiadającego opodal proletariatu.

Wreszcie rozpoczął się mecz. W czasie, kiedy grano hymn zauważyłem, że twarze Austriaków wyrażają napięcie i obawę. „Tak pewnie wyglądali Szwedzi pod Kircholmem” – uniosłem się narodową dumą.

Wreszcie się zaczęło. Kiedy Austriacy ruszyli ostro do przodu i stworzyli pierwszą sytuację, pomyśleliśmy że po prostu mieli szczęście. Myliliśmy się. Gospodarze stworzyli sytuację drugą i trzecią. „Co się dzieje?! To jakiś Monty Python!” – awanturował się znajomy.

Przez pierwsze pół godziny łapałem się za głowę chyba z dziesięć razy i nerwowo kopciłem papierochy. Poza Rogerem nikomu z biało-czerwonych jakby nie chciało się dobiec do piłki. Wyglądało na to, że albo Leo ich przetrenował i nie mają siły, albo zespół gospodarzy znalazł odpowiednią kontrę przeciw taktyce Polaków.

Austriacy biegali wokół naszych jak w ukropie. To, że nie opadła bramka była kwestią wielkiego szczęścia i niesamowitego kunsztu Artura Boruca. Po upływie dwudziestu minut byliśmy już zrezygnowani. „Austria – Boruc 0:0” orzekliśmy, a wycofanie piłki do Boruca określiliśmy jako stały element gry.

Nagle nasi strzelili bramkę, Austriacy stracili rezon i wszystko zaczęło iść tak jak trzeba. Polacy utrzymali wynik do przerwy i w drugiej połowie zaczęli solidnie gnieść przeciwnika. Niestety, pomimo przewagi nie udało się zdobyć dodatkowych punktów. Nie pomogły ani siarczyste makaronizmy ani okrzyki „zabij go!” skandowane solidarnie przez całą knajpę.

Krzynówek kopał w kosmos, Roger nie miał komu podać, a Smolarka widziałem chyba tylko raz, i to kiedy go sfaulowali. Na domiar złego ktoś podbił oko Saganowskiemu i w końcu trzeba było biedaka wycofać z boiska. Mimo wszystkich przeciwności, koniec meczu zbliżał się wielkimi krokami. „Może bez fajerwerków, ale jednak trzy punkty” pomyślałem drżąc na myśl o spotkaniu z Chorwacją. Zaczęliśmy politykować: czy bracia Słowianie nie umożliwią nam remisu lub zwycięstwa dla samego pognębienia Niemców?

Wszelkie marzenia prysły na kilkadziesiąt sekund przed zakończeniem meczu. Kiedy sędzia Webb podyktował Austriakom rzut wolny, czułem że coś się święci, szczególnie że wyraźnie „drukował” od samego początku spotkania. Najlepszym przykładem jest chyba ukaranie Krzyżówka żółtą kartką za to, że po odgwizdaniu spalonego ośmielił się jeszcze kopnąć piłkę.

W 93 minucie złośliwy łysielec potrzebował lada jakiego pretekstu. Żeby uchronić się przed karnym Polacy musieliby chyba uciekać przed piłką i austriackimi napastnikami. Nie uciekali. Webb podyktował karnego a biedny, zmordowany Boruc nie był już w stanie go obronić.

Knajpa oszalała. Niedowierzanie zostało zastąpione przez kipiący gniew, posypały się inwektywy. Część kibiców najzwyczajniej zamurowało, inni domagali się wbicia sędziego na pal a przynajmniej wyrzucenia go z pracy. W ferworze walki nie zauważyłem nawet, że Leo Beenhacker osobiście interweniował u Webba. Nic mu to oczywiście nie dało.

W ten właśnie sposób Polska zremisowała z drużyną określaną przez ekspertów jako najsłabsza w całych mistrzostwach. Nie można zwalać wszystkiego na sędziego. Gdyby biało-czerwoni zagrali lepiej, łysielec mógłby sobie drukować do woli.

Po drodze do domu natknąłem się jeszcze na pijanego faceta, który stał na balkonie i lżył na czym świat stoi Szwecję i jej mieszkańców. Pewnie mu się coś pomieszało...

Dodaj do ulubionychWyślij znajomemuZgłoś naruszenie regulaminu

Dodaj Komentarz

Dodaj komentarz

Proszę nie wypełniać, pole musi byc puste!
Komentarz głosowy
Aby nagrywać komentarze głosowe potrzebujesz wtyczki Flash w wersji 8 lub wyższej.
Proszę się upewnić, że mikrofon jest poprawnie podłączony i ma odpowiednio ustawioną głośność.

Komentarze (1)

  • 1)

    osireijka13 czerwca 2008, 18:22


    Oglądałam mecz, choć może nie tak uważnie, ale jeśli mnie wzrok i pamięć nie myli to strzeliliśmy gola na spalonym a jednak został zaliczony i jakoś nam to nie przeszkadzało póki było to z korzyścią dla nas. Mimo wszystko szkoda, że przegraliśmy...


RSSArtykuły | Wydarzenia


© 2007 AWR Wprost

Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Janmedia Interactive