Poradnik kawalera, cz. 3: Zupka chińska
23 czerwca 2008, 17:54 Komentarzy: 2 |
Ocena: 4.50 (2 głosy)
Autor: Kebab
Zupka chińska jest często podstawą kawalerskiej diety, a także doskonałym sposobem na obniżenie kosztów zagranicznego wyjazdu. Powiew orientu może zagościć w naszych jaskiniach już za jedną złotówkę i jest gwarantem niesamowitego przeżycia kulinarnego.
Przygotowanie toksycznej zupki chińskiej jest tak proste, że nie zasługuje na osobna publikację. Istnieje jednak kilka arkanów wiedzy tajemnej, z którymi warto się zapoznać.
Pierwszym tajnikiem całej procedury jest pokruszenie kluseczków zanim otworzy się opakowanie. Można to zrobić rękami, kiedyś jednak opracowaliśmy w górach metodę „wojskową”. Zapakowaną zupkę kładło się na płaskim kamieniu i nadeptywało się z całej siły butem. Polecam tutaj kultowe buty wojskowe - „skoczki” - charakteryzują się bowiem niezwykle twardą podeszwą. Zupkę trzeba nadepnąć umiejętnie, tzn. dokładnie z góry, dzięki temu unikniemy pęknięcia opakowania i wyfrunięcia części składników na zewnątrz. Fachowo wykonane nadepnięcie jest w pełni higieniczne, oczywiście trzeba się przedtem upewnić czy nic nie przylepiło się do podeszwy.
Po wsypaniu rozdrobnionych kluseczek do jakiegoś naczynia zaczynamy grzać wodę i zastanawiamy się jak otworzyć te dziwne małe torebeczki z przyprawami. Sprawa nie jest wbrew pozorom łatwa. Początkowo starałem się rozrywać toto palcami, jednak torebki albo rozlatywały się na kawałki (olejki lądowały na mnie i okolicznych meblach) albo zupełnie nie dawały się rozerwać. Z czasem zacząłem otwierać torebki zębami, ale także nie był to najlepszy pomysł, szczególnie w przypadku olejku ze chilipodobnym koncentracikiem. Wreszcie poszedłem po rozum do głowy i zacząłem używać noża tapicerskiego.
Olejki wyciskamy na przygotowane kluski a na koniec posypujemy proszkiem, który przypomina marihuanę. Zalewamy wrzątkiem, mieszamy przez dosłownie dwie sekundy a następnie czekamy aż wystygnie (poparzenia jamy ustnej u zbyt łapczywych amatorów zupek to norma) i napęcznieją kluchy. W tym czasie możemy zająć się utylizacją niepotrzebnych już opakowań foliowych. Małe świństewka pozostawione po przyprawach najlepiej wrzucić do worka po kluskach i dopiero potem całość do śmietnika. W ten sposób minimalizujemy ryzyko pobrudzenia kuchennej podłogi. Jest to niezwykle ważne, biorąc pod uwagę, że myje się ją raz na ładnych parę miesięcy.
Efekty uboczne
Prostota przygotowania i niebiański smak nie mogą przysłonić nam minusów toksycznych zupek. Stałe odżywianie się w ten sposób prędzej czy później skończy się w szpitalu (problemy z wątrobą, rak itp.). Także czasowe odżywianie się zupkami powoduje niemiłe następstwa: zmiany skórne, bóle żołądka, osłabienie, zły nastrój i szeroko rozumiane „problemy z wypróżnianiem się” .